Czy może odbyć się festiwal teatralny bez nawiązania do twórczości Williama Szekspira? Być może, ale nie festiwal tak ambitny, jak Teatr-Akcje. W środowy wieczór do krainy mistrza dramatu zabrał nas filmem „Królestwo za konia” Grzegorz Falkowski, aktor, a tym razem też reżyser i autor zdjęć.
Środa (31 lipca) była kolejnym dniem łamania konwenansów. Skoro w kinie „Bałtyk” odbył się spektakl taneczny, więc projekcja filmu nie mogła zdarzyć się w lepszym miejscu niż Dom Festiwalowy, przy ul. Chłodnej 1, który na co dzień jest salą ćwiczeniową szkoły tańca. I to nie był koniec kłopotów z nazwaniem gatunków, bowiem film „Królestwo za konia” miał formę hybrydową. Pół na pół przeplatały się w nim znakomicie przygotowane dialogi z „Ryszarda III” Williama Szekspira w przekładzie Stanisława Barańczaka i poetyckie obrazy wiosennego przesilenia z m. in. Suwalszczyzny. W Szekspirowskiej płaszczyźnie rozgrywała się walka o tron, po który podstępem i bez skrupułów, korzystając na wyniszczającej wojnie dwóch rodów: Yorków i Lancasterów, sięgnął tytułowy Ryszard III, zaś w fabule przyrodniczej pękaniem lodu na rzece otwierał się i zamykał cykl przyrody, przetaczało koło natury, pięknej ale też czasem okrutnej, jak życie w XV-wiecznej Anglii.
Bardzo ciekawym zabiegiem było przeniesienie wątków historycznych do współczesnego świata pandemicznego. Poniekąd wynikło to z konieczności, bo film powstawał w latach 2020-2021, ale efekt był jednak znakomity. Szekspirowscy bohaterowie komunikowali się za pomocą platform internetowych, siadając przed internetowymi kamerkami we współczesnych wnętrzach, w domowych ubraniach, z ulubionymi kubkami, które zawsze ma się blisko podczas pracy na komputerze. Książę Buckingham w jednej ze scen eksponował na przykład kubek z kaszubskim alfabetem. Nie odkryłam jeszcze tego ukrytego przekazu, ale kusi, żeby coś dopasować. W onlajnowych okienkach można było też podglądać jak rodzą się spiski, kiedy wszyscy niby się żegnali, ale byli tacy, którzy zwlekali z wyłączeniem kamery. A kiedy zostawali tylko we dwójkę, to dopiero zaczynało się knucie. Bywało też, że czyjeś okienko zgasło na zawsze, co było nader czytelną metaforą.
Doskonale za Szekpirowską fabułą nadążał przyrodniczy świat równoległy. Kiedy marzący o tronie Ryszard Ksiażę Gloucester, próbował budować kolejne sojusze, po dnie jeziora wiły się węgorze. Kiedy spisek okrutnego samozwańczego władcy zmierzał do finału z koronacją na wyciągnięcie ręki, na polach rozpoczęło się wiosenne wypalanie traw. Płonęły wielkie połacie, o mało co nie spłonęła przydrożna kapliczka. Kiedy koronacja była tuż tuż, do pracy obudził się pracowity ul. I wiele, wiele innych nawiązań.
Ponieważ w role Szekspirowskich bohaterów wcielili się aktorzy Teatru Powszechnego im. Zygmunta Hubnera w Warszawie, film był też ucztą dla ucha. Wypowiadanych z nienaganną dykcją i zrozumieniem słów, słuchało się z wielką przyjemnością. Brawa dla twórców.
Agnieszka Szyszko






