Poniedziałkowy (29 lipca) spektakl „Żyjesz naprawdę w innym świecie” w wykonaniu Huberta Fiebiga, Daniela Namiotko i Jagody Stanickiej ze wsparciem w finałowej piosence uczestników warsztatów, które przeprowadzili aktorzy, był właściwie przygotowaniem publiczności do rozmowy o nas samych. Co trzyma nas w miejscu, w którym jesteśmy, jak się nam żyje? Odpowiedzi na te pytania pojawiły się też w migawkach z rozmów nagranych wcześniej na suwalskich ulicach, które twórcy przedstawienia włączyli do spektaklu. W rozmowie z artystami popłynęły więc odpowiedzi: o mieście z którego w którą stronę nie wyjedziesz po 10 minutach jesteś na innej plaży, o dzikiej przyrodzie wokół, o wielokulturowej przeszłości. W zasadzie każdy z nas to wszystko wie, ale w takim skondensowaniu i nie wobec obcych, ale w swoim gronie, dawno chyba sobie tego nie mówiliśmy. I to najbardziej zapamiętam z tego wydarzenia, że cokolwiek byśmy w teatrze nie zobaczyli, dobre przedstawienie zawsze zmusi nas do postawienia siebie wobec dylematów, które wcale nie są sztuką dla sztuki i do odpowiedzi na pytania, których być może wolelibyśmy sami sobie nie zadawać.
Byłoby jednak nieuczciwością nie dodać dobrego zdania o doskonałym warsztacie aktorski trójki młodych ludzi, którzy zbudowali spektakl ze scen symbolizujących różne relacje, zwłaszcza rodzinne. Zapadną pod powieki sylwetki w powykręcanych pozach, które wymagają żelaznej sprawności fizycznej. Zapamiętam monolog Daniela Namiotko rozpoczęty niespodziewanie z ostatniego rzędu spomiędzy publiczności, jakby improwizowany, ale tutaj pewności, oczywiście nie mam, bo Daniel (dodam, że nasz Daniel, z suwalskiej ziemi, wykształcony na krakowskiej Akademii Sztuk Pięknych, praktykujący na scenach Starego Teatru w Krakowie, Teatru Narodowego w Warszawie, kieleckiego Teatru im. Stefana Żeromskiego i Teatru Polskiego w Poznaniu oraz w licznych filmach) jest profesjonalnym aktorem. Dobrze zapamiętam też urok delikatnej piosenki w scenie finałowej, kiedy do aktorów profesjonalnych dołączyli amatorzy, młodzi uczestnicy warsztatów.
Było więc w tym spektaklu to, do czego przyzwyczailiśmy się na Teatr-Akcjach: połączenie profesjonalizmu z urokiem amatorskiego grania oraz próba nawiązania kontaktu z publicznością, z ciekawością kim jest osoba z drugiej strony, ale i z dbałością o nią.
Agnieszka Szyszko







